27 maja 2008

Po raz czwarty...


No i stało się, nadszedł dzień wyjazdu.Gdyby 3 lata temu ktoś powiedział, że pojedziemy 4 raz do Stanów, to napewno bym go wyśmiał. A jednak jest to silniejsze od nas, mając taką możliwość grzechem byłoby nie jechać. Przeciez to dzięki tym wyjazdom zwiedziliśmy takie miejsca, o których moglibyśmy tylko śnić( zresztą ja do dzisiaj śnie:-) W dodatku w tym roku jedziemy w zupełnie nowe miejsce, notabene w to samo, w które mieliśmy jechać za pierwszym razem, czyli historia zatoczyła koło. Widocznie tak miało być. Już myślałem że nie będzie mi dane zobaczyć San Francisco(było to jedyne miejsce, które jeszcze chciałem zwiedzić) a tu proszę,już jutro wieczorem polskiego czasu tam wylądujemy. Jest to tym bardziej dziwne, ze tego posta pisze z domu, z Włoszakowic, zwłaszcza, ze po drodze musimy jeszcze odwiedzić Wrocław, Warszawę i Paryz. Po wyladowaniu czeka nas jeszcze podróz samochodem przez 4 godziny,ale mysle, ze widoki które zobaczymy po drodze zrekompensują nam te kilkadziesiat godzin podrózy.

Na zakończenie dodam, ze jedziemy do South Lake Tahoe, na granicy Kaliforni i Nevady, gdzie bedziemy pracować w tamtejszych kasynach. Słyszałem ze jest to jedno z najpiekniejszych miejsc w Usa, takie nasze Morskie Oko, tylko kilkanaście razy wieksze. Następnego posta wyśle już z Usa, tak wiec pozdro dla wszystkich, trzymajcie sie!

Brak komentarzy: