30 maja 2008

Podróż do Usa

Podróz minęła nam bez zadnych problemów, AirFrance bez zarzutów, jedno co mnie bardzo milo zaskoczyło, to fakt, że po przylocie do Paryza, na plycie lotniska czekala na nas osoba z kartka "San Francisco" i zabrala nas busem na inny terminal, z ktorego mielismy nastepny lot. gdyby nie to napewno bysmy nie zdązyli,mielismy tylko jakies 40 min. Sam lot do San Fran byl równiez ok, lecielismy jakies 10 godzin, z tego co widzialem na monitorze, lecielismy nad Anglia, Grenlandia i Kanada. Widoki były niesamowite, lecielismy nad zatoka Hudsona, ktora byla pokryta krami lodowymi.


Ale jeszcze wieksze wrazenie robiły osniezone szczyty, nie wiem ktore dokladnie to byly, ale chyba juz gdzies nad Stanami-widoki byly swietne!
Po wyladowaniu w San Francisco, zostalo nam tylko wypozyczyc samochod i w droge do Lake Tahoe. Ale wbrew pozorom nie bylo to takie latwe. Tylko 2 firmy maja siedzibe w miejscu do ktorego jechalismy, w jednej nie chcieli nam wypozyczyc samochodu bo nie mielismy credit card, tylko debit card. Niny nic wielkiego,ale dla nich tak. Na szczescie w drugiej firmie ( Hertz) wypozyczono nam bez problemy Pontiaca G6, z zewnatrz wygladal niezle, ale w srodku siedzialo sie dziwnie. Nisko i twardo,slaba widocznosc, ale przyspieszenie mial niezle no i palil niezle, a propos paliwa, ceny poszly tak w góre, ze maskara: Galon kosztuje ok.4.30$, w tamtym roku 2.98$.



W kazdym razie wyruszylismy. Przed nami jakies 320 km i 4h drogi. Jednak nie wiedzielismy,ze 5 pasmowe autostrady w San Francisco mogą byc zakorkowane, tak wiec sam wyjazd z miasta zajal nam 1.5 h. Szczerze mówiac inaczej sobie wyobrażalem to miasto. Moje pierwsze wrazenie bylo takie: Same wzgorza i nic poza tym, gdzie to miasto. Jednak po przejechaniu kilku kilometrow od lotniska ujrzelismy San Francisco downtown, ktore przypomina Manhattan w Nowym Jorku. Naszym celem bylo wyjechac z tego miasta w kierunku polnocnym czyli w kierunku Sacramento. I generalnie nam sie to udalo bez problemu, a pomogly nam w tym 3 pomylki, tzn. 3 razy zjechalismy w zla droge i dzieki temu jechalismy zgodnie z wczesniej wyznaczona droga. Nie wiem czy to przypadek, intuicja czy doswiadczenie:--). No ale gdy w koncu wyjechalismy z miasta moglismy poznac krajobrazy Kaliforni, wszędzie wzgórza porosniete zołtymi trawami, zero zieleni(poza drzewami)
















Jadac po drogach Kaliforni naszla nas jedna refleksja: W Polsce buduja dwupasmowe autostrady w 21 wieku i to w takim tempie ze niech ich szlag... a tu sami zobaczcie ( 5 pasow w jedna)
















No ale najlepsze co widzielismy chyba na tej trasie to byla babcia w czerwonym VW new Bettle cabrio, musielibyscie ja widziec, wyluzowana babulenka popieprza po autostradzie-poprostu Ameryka:-)

W koncu po kilku godzinach wjechalismy w górski teren. Wyraznie zmienila sie roslinnosc i pogoda. Nad gorami wisialy ciemne chmury, chwilami padal deszcz. Co najgorsze temperatura gwaltownie spadla, termometr wskazywal 37st. Farnhaita, gdzie 32 to 0 st. Celcjusza, mielismy troche strach, bo gdyby na drodze zrobila sie szklanka to nie wiem jakbysmy zjechali w dół tymi kretymi drogami. W najwyzszym punkcie droga przebiegala na ponad 7000 stóp, czyli ok.2200m, na szczescie po jakims czasie zdroga zaczela prowadzic w dól i temperatura troche sie podniosla. Wtedy dopiero ukazal sie piekny widok. Po lewej stronie skaly, po prawej przepasc, a w dole piekny widok Lake Tahoe i miasteczka. Zdjecia tego nie oddaja, bo byly robione z samochodu w trakcie jazdy, ale uwierzcie-cos pieknego!




W końcu po 9 godzinach od wyladowania w San Francisco dotarlismy na miejsce. Przez cale miasteczko prowadzi szeroka aleja przy kotorej znajduja sie same motele, jeden obok drugiego. W calym rejonie bedzie ich chyba z 200! Zamieszkalismy w jednym z nich do czasu, az nie znajdziemy jakiegos mieszkania. Cala podróż z domu w Polsce do motelu w South Lake Tahoe zajela jakies 40 godzin!!! -to jest minus dalekich podrózy... pzdr


27 maja 2008

Po raz czwarty...


No i stało się, nadszedł dzień wyjazdu.Gdyby 3 lata temu ktoś powiedział, że pojedziemy 4 raz do Stanów, to napewno bym go wyśmiał. A jednak jest to silniejsze od nas, mając taką możliwość grzechem byłoby nie jechać. Przeciez to dzięki tym wyjazdom zwiedziliśmy takie miejsca, o których moglibyśmy tylko śnić( zresztą ja do dzisiaj śnie:-) W dodatku w tym roku jedziemy w zupełnie nowe miejsce, notabene w to samo, w które mieliśmy jechać za pierwszym razem, czyli historia zatoczyła koło. Widocznie tak miało być. Już myślałem że nie będzie mi dane zobaczyć San Francisco(było to jedyne miejsce, które jeszcze chciałem zwiedzić) a tu proszę,już jutro wieczorem polskiego czasu tam wylądujemy. Jest to tym bardziej dziwne, ze tego posta pisze z domu, z Włoszakowic, zwłaszcza, ze po drodze musimy jeszcze odwiedzić Wrocław, Warszawę i Paryz. Po wyladowaniu czeka nas jeszcze podróz samochodem przez 4 godziny,ale mysle, ze widoki które zobaczymy po drodze zrekompensują nam te kilkadziesiat godzin podrózy.

Na zakończenie dodam, ze jedziemy do South Lake Tahoe, na granicy Kaliforni i Nevady, gdzie bedziemy pracować w tamtejszych kasynach. Słyszałem ze jest to jedno z najpiekniejszych miejsc w Usa, takie nasze Morskie Oko, tylko kilkanaście razy wieksze. Następnego posta wyśle już z Usa, tak wiec pozdro dla wszystkich, trzymajcie sie!