9 lipca 2008

Przerwa w pisaniu

Hej,dawno nic nie pisalem, a to dlatego,ze komputer mi padl.A najgorsze jest to ze prawdopodobnie strace wszystkie dane, ktore na nim mialem lacznie ze zdjeciami z wszystkich lat studiow, na szczescie te ze stanow mam wypalone na plytach. U nas wlasciwie wszystko po staremu,pracujemy codziennie i czas jakos leci. Tydzien temu bylismy w San Francisco i mamy wiele pieknych zdjec, ale nie stety teraz nie moge ich zamiescic bo jestem w bibliotece. Nie bede sie tez teraz rozpisywal, zrobie to jak bede mial juz dostep do internetu w domu, ale powiem tylko,ze San Francisco ma swoj urok.Miasto polozone jest na wzgorzach i az sie nie chce wierzyc,ze mozna po nich jezdzic samochodami, sa tak strome,ze spacer po miescie jest niczym wyprawa w gory:-) NO i jeszcze jedna sprawa, nie widzielismy najslynniejszego mostu Golden Gate, bo byl caly dzien w tak gestej mgle, ze jak przez niego przejezdzalismy to nie widzielismy nawet barierek po bokach, ani lin podtrzymujacych most nad naszymi glowami.Reszte opisze pozniej,pozdrawiam...

15 czerwca 2008

1. Zmiana pracy, 2. Wyprawa do Los Angeles

Dawno nie pisalem,ale wlasciwie nic sie ciekawego nie działo az do kilku ostatnich dni, gdzie w koncu coś sie dzialo:-)
Na poczatku powiem tylko, ze zmienilem prace na lepiej płatną i bardziej "umyslową" no i bede pracował razem z Marta:-) Praca polega na obsludze klientow w miejscu, ktore nazywa sie Total Rewards Center,czyli w miejscu gdzie sie wyrabia klientom karty gracza, na ktorych zbieraja punkty podczas gry w kasynie, a potem punkty te moga wykorzystac np. w restauracji czy tez w hotelu placac nimi za pokój.

Dzisiaj byl mój ostatni dzien w restauracji i jednego czego mi tylko szkoda to tej swietnej atmosfery i ludzi, a zwlaszcza kilku Meksykanów, z ktorymi przez te 1.5 tyg. sie zakumplowalem ( jestem umówiony z nimi na tequile:-)), no i jeszcze tego pieknego widoku z okna restauracji, najlepszy widok w calym kasynie, z 18 pietra,oto kilka fotek z tamtąd:




Przed wczoraj zrobilismy sobie mega wyprawe do Los Angeles, można powiedzieć, ze w interesach( wtajemniczeni wiedza o co chodzi) Dlaczego mega wyprawa? Dlatego, że w ciagu 31 godzin przejechalismy ponad 1600km zwlaszcza, ze wyjechalismy po mojej pracy,do ktorej wstalem o 6 rano,to byl naprawde wyczyn. Dobrze ze zmienialismy sie z Marta za kierownica,bo inaczej nie dalibysmy rady. Nie obylo sie oczywiscie bez przygód i to na samym poczatku, zarezerwowalismy samochód w wypozyczalni dzien wczesnie i gdy przyszlo do wypozyczenia, okazalo sie ze nie wypozyczaja tylko w jedna strone(a oto nam chodzilo),no to szybko pojechalismy do inneej wypozyczalni,a tam sie okazalo, ze w miescie nie mam zadnego samochodu wolnego,no to musielismy pojechac do Reno,miasta oddalonego o 100km od nas zeby wypozyczyc samochód i pojechac do Los Angeles, ale 100km w tą czy w tamtą przy trasie liczacej 750km nie robi róznicy;-) Ale zanim tam dotarlismy(do Reno) napotkalismy kolejna przeszkode, okazalo sie ze do Reno dojedziemy autobusem, na ktory musielismy czekac 1.5 godz. No to czekalismy, czekalismy i czekalismy,az sie nie doczekalismy,bo rzekomo autobus odjechal spod naszego nosa,a my go niby "nie zauwazylismy" No i w tym momencie juz nie bylo nam do smiechu,bo to byl jedyny sposób w jaki moglismy sie tam dostac. Za 14 godz. mielismy byc w los Angeles, a my nie mamy ani samochodu,ani nawet nie jestemsy w miejscu, z ktorego moglismy go wypozyczyc. Dzieki Bogu jestesmy w Ameryce, w kraju pełnym zyczliwych osób i na taka wlasnie trafilsmy tamtego dnia. Facet, ktory rzekomo mial głosno zawiadomic o tym ze autobus odjezdza, widzac nas wkurzonych no i Marte ze lzami w oczach:-) zaoferowal nam podwiezienie do Reno!!! Bylismy bardzo zdziweni,gdyz dostal nawet pozwolenie od swego szefa, zeby w godzinach swojej pracy nas zawieźć.Ale z drugiej strony to ze autobus odjechal bez nas to nie nasza wina, gdyz czekalismy w wyznacoznym miejscu pol godz. przed odjazdem.Tak wiec jego szef chyba zrobil to w akcie przeprosin?! W dodatku watpie czy w Polsce ktos obcy zaoferowalby podwiezienie 100km w jedna strone.No to w koncu wyruszylismy...wypozyczylismy samochód i spowrotem do S.Lake Tahoe a potem do Los Angeles. Jechalismy od 20-8rano z godzinna przerwa na sen gdzies na stacji benzynowej. Rano jeszcze jechalismy 2 godz. no i w koncu dotarlismy. Okazało sie, że warto było tyle jechac, gdyż wracalismy juz "nasza" piekną Mazdą MPV( dzieki uprzejmości Pana Leszka :-) W zwiazku z tym,ze czekala nas 12godzinna droga powrotna, zrezygnowalismy z wizyty w Beverlly Hills i Hollywood,no ale moze jeszcze bedzie okazja..
W drodze powrotnej widzielsmy to wszystko czego nie zobaczylismy jadac w nocy. Zrobilsmy troche zdjeć,ktore zamieszczam ponizej. Dodam tylko, ze przejechalismy 2/3 Kaliforni i przez cały czas ciagną sie pagórki,czasami góry, nie tak wyobrazalem sobie Kalifornie(choc mialem juz okazje ja zobacyzc 3 lata temu) Ogoromne połacie nieużytków,porosniete trawami i jakimis krzakami,znanymi z Westernow:-)














5 czerwca 2008

Lake Tahoe

Hej, minęło kilka dni od kiedy napisalem ostatni raz. Po tym jak mieliśmy "napiete terminy" z powodu szukania mieszkania i całej tej papierkowo-organizacyjnej roboty w kasynie mam chwile na napisanie kilku słów. Mieszkanie znalezlismy blisko kasyna w ktorym bedziemy pracowac, za calkiem przyzwoite pieniadze jak na tutejsze warunki(500$/miesiac) ale w tym mamy kablowke(bede mógł ogladac Euro2008 no i Olimpiade przede wszystkim), ogrzewanie, wode i inne rachunki, w dodatku ciagniemy od kogos internet WiFi,co prawda lapiemy tylko w łazience,ale zawsze to za darmo:-)No i mieszkamy tylko we dwoje,wiec mamy swiety spokój.

Dzisiaj skończylismy 2dniowe Orientation, cos w rodzaju szkolenia z wszystkich procedur obowiazujących w kasynie(nie ma to nic wspolnego z naszym stanowiskiem pracy,tzn. nie bezposrednio). Razem z nami uczestniczyli w tym studenci z Serbi,wyluzowani na maksa, takie teksty puszczali,ze wszyscy smiali sie prawie do lez. Poza tym bylo z nami kilku Amerykanów,generalnie bylo wesolo,aczkolwiek czasami nudno.

W wolnych chwilach staralismy sie juz cos zobaczyc,ale bez samochodu ciezko zapuscic sie gdzies dalej,wiec bylismy tylko nad jeziorem po stronie ktorej mieszkamy.Oto kilka fotek:




Martulka na plazy:-)



A w tych kasynach pracujemy:-)




Sosny(lub świerki?) wydają sie takie same jak u nas, ale szyszki mają takie!!!



Co wam przypomina ta skała? Podpowiedz: słowo na 4 litery,w dodatku wypięta:-)))




Jutro zaczynamy pracę. Jak juz niektorzy z was wiedzą, nie bede krupierem,tylko busserem w restauracji. Nie wspomne co czuje z tego powodu,bo musialbym uzyć niecenzuralnych słów,ale powoli sie z tym pogodzilem i mam nadz. ze jakos to bedzie. O ile z tym sie pogodzilem, o tyle z godzinami pracy nie!!! Zaczynam o 7 rano i pracuje do ok. 15, czyli pobudka o 6:-( czyli nici raczej z jakichkolwiek imprez wieczorami), a najgorsze jest to, że Marta zaczyna prace o 16 do 12 w nocy.Postaram sie zmienic shifta(czyli zmianę na wieczorna 16-12) ale nie wiem czy mi sie uda. Zostaje nam tylko znalezc druga prace i zabic czas, ktory bedziemy spedzac osobno;-( Wczoraj nawet zlozylismy aplikacje w sklepie z pamiatkami i innymi gadzetami,zobaczymy moze jutro zadzwonią...pozdrawiamy

30 maja 2008

Podróż do Usa

Podróz minęła nam bez zadnych problemów, AirFrance bez zarzutów, jedno co mnie bardzo milo zaskoczyło, to fakt, że po przylocie do Paryza, na plycie lotniska czekala na nas osoba z kartka "San Francisco" i zabrala nas busem na inny terminal, z ktorego mielismy nastepny lot. gdyby nie to napewno bysmy nie zdązyli,mielismy tylko jakies 40 min. Sam lot do San Fran byl równiez ok, lecielismy jakies 10 godzin, z tego co widzialem na monitorze, lecielismy nad Anglia, Grenlandia i Kanada. Widoki były niesamowite, lecielismy nad zatoka Hudsona, ktora byla pokryta krami lodowymi.


Ale jeszcze wieksze wrazenie robiły osniezone szczyty, nie wiem ktore dokladnie to byly, ale chyba juz gdzies nad Stanami-widoki byly swietne!
Po wyladowaniu w San Francisco, zostalo nam tylko wypozyczyc samochod i w droge do Lake Tahoe. Ale wbrew pozorom nie bylo to takie latwe. Tylko 2 firmy maja siedzibe w miejscu do ktorego jechalismy, w jednej nie chcieli nam wypozyczyc samochodu bo nie mielismy credit card, tylko debit card. Niny nic wielkiego,ale dla nich tak. Na szczescie w drugiej firmie ( Hertz) wypozyczono nam bez problemy Pontiaca G6, z zewnatrz wygladal niezle, ale w srodku siedzialo sie dziwnie. Nisko i twardo,slaba widocznosc, ale przyspieszenie mial niezle no i palil niezle, a propos paliwa, ceny poszly tak w góre, ze maskara: Galon kosztuje ok.4.30$, w tamtym roku 2.98$.



W kazdym razie wyruszylismy. Przed nami jakies 320 km i 4h drogi. Jednak nie wiedzielismy,ze 5 pasmowe autostrady w San Francisco mogą byc zakorkowane, tak wiec sam wyjazd z miasta zajal nam 1.5 h. Szczerze mówiac inaczej sobie wyobrażalem to miasto. Moje pierwsze wrazenie bylo takie: Same wzgorza i nic poza tym, gdzie to miasto. Jednak po przejechaniu kilku kilometrow od lotniska ujrzelismy San Francisco downtown, ktore przypomina Manhattan w Nowym Jorku. Naszym celem bylo wyjechac z tego miasta w kierunku polnocnym czyli w kierunku Sacramento. I generalnie nam sie to udalo bez problemu, a pomogly nam w tym 3 pomylki, tzn. 3 razy zjechalismy w zla droge i dzieki temu jechalismy zgodnie z wczesniej wyznaczona droga. Nie wiem czy to przypadek, intuicja czy doswiadczenie:--). No ale gdy w koncu wyjechalismy z miasta moglismy poznac krajobrazy Kaliforni, wszędzie wzgórza porosniete zołtymi trawami, zero zieleni(poza drzewami)
















Jadac po drogach Kaliforni naszla nas jedna refleksja: W Polsce buduja dwupasmowe autostrady w 21 wieku i to w takim tempie ze niech ich szlag... a tu sami zobaczcie ( 5 pasow w jedna)
















No ale najlepsze co widzielismy chyba na tej trasie to byla babcia w czerwonym VW new Bettle cabrio, musielibyscie ja widziec, wyluzowana babulenka popieprza po autostradzie-poprostu Ameryka:-)

W koncu po kilku godzinach wjechalismy w górski teren. Wyraznie zmienila sie roslinnosc i pogoda. Nad gorami wisialy ciemne chmury, chwilami padal deszcz. Co najgorsze temperatura gwaltownie spadla, termometr wskazywal 37st. Farnhaita, gdzie 32 to 0 st. Celcjusza, mielismy troche strach, bo gdyby na drodze zrobila sie szklanka to nie wiem jakbysmy zjechali w dół tymi kretymi drogami. W najwyzszym punkcie droga przebiegala na ponad 7000 stóp, czyli ok.2200m, na szczescie po jakims czasie zdroga zaczela prowadzic w dól i temperatura troche sie podniosla. Wtedy dopiero ukazal sie piekny widok. Po lewej stronie skaly, po prawej przepasc, a w dole piekny widok Lake Tahoe i miasteczka. Zdjecia tego nie oddaja, bo byly robione z samochodu w trakcie jazdy, ale uwierzcie-cos pieknego!




W końcu po 9 godzinach od wyladowania w San Francisco dotarlismy na miejsce. Przez cale miasteczko prowadzi szeroka aleja przy kotorej znajduja sie same motele, jeden obok drugiego. W calym rejonie bedzie ich chyba z 200! Zamieszkalismy w jednym z nich do czasu, az nie znajdziemy jakiegos mieszkania. Cala podróż z domu w Polsce do motelu w South Lake Tahoe zajela jakies 40 godzin!!! -to jest minus dalekich podrózy... pzdr


27 maja 2008

Po raz czwarty...


No i stało się, nadszedł dzień wyjazdu.Gdyby 3 lata temu ktoś powiedział, że pojedziemy 4 raz do Stanów, to napewno bym go wyśmiał. A jednak jest to silniejsze od nas, mając taką możliwość grzechem byłoby nie jechać. Przeciez to dzięki tym wyjazdom zwiedziliśmy takie miejsca, o których moglibyśmy tylko śnić( zresztą ja do dzisiaj śnie:-) W dodatku w tym roku jedziemy w zupełnie nowe miejsce, notabene w to samo, w które mieliśmy jechać za pierwszym razem, czyli historia zatoczyła koło. Widocznie tak miało być. Już myślałem że nie będzie mi dane zobaczyć San Francisco(było to jedyne miejsce, które jeszcze chciałem zwiedzić) a tu proszę,już jutro wieczorem polskiego czasu tam wylądujemy. Jest to tym bardziej dziwne, ze tego posta pisze z domu, z Włoszakowic, zwłaszcza, ze po drodze musimy jeszcze odwiedzić Wrocław, Warszawę i Paryz. Po wyladowaniu czeka nas jeszcze podróz samochodem przez 4 godziny,ale mysle, ze widoki które zobaczymy po drodze zrekompensują nam te kilkadziesiat godzin podrózy.

Na zakończenie dodam, ze jedziemy do South Lake Tahoe, na granicy Kaliforni i Nevady, gdzie bedziemy pracować w tamtejszych kasynach. Słyszałem ze jest to jedno z najpiekniejszych miejsc w Usa, takie nasze Morskie Oko, tylko kilkanaście razy wieksze. Następnego posta wyśle już z Usa, tak wiec pozdro dla wszystkich, trzymajcie sie!